W Brukseli zebrał się szczyt UE rozpoczynający debatę o kolejnym budżecie

wbrukselizebralsie.jpg

W piątek po godz. 12.30 w Brukseli rozpoczął się nieformalny szczyt UE, który będzie się zajmował pobrexitowym budżetem "27". Rozmowy nie będą łatwe, bo w UE znów odżywają podziały pomiędzy chcącymi większych składek i tymi, którzy są za oszczędnościami.

Samo wyjście Wielkiej Brytanii, jednego z największych płatników netto do budżetu UE, tworzy już dużą lukę. Według Komisji Europejskiej w rocznych dochodach Unii będzie brakowało 12-13 mld euro. Zjednoczone Królestwo odpowiadało za ponad 15 proc. wpływów do unijnej kasy.

Do tego dochodzi zwiększenie wydatków na takie dziedziny jak ochrona granic, integracja uchodźców, badania i rozwój czy współpraca wojskowa. KE szacuje te nowe wydatki na około 10 mld euro rocznie.

"To pokazuje powagę wyzwań" - podkreślał w liście zapraszającym przywódców na szczyt szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Unijni urzędnicy zapowiadali, że debata w tej sprawie będzie miała raczej ogólny, orientacyjny charakter, co nie oznacza, że nie będzie okazją do zderzenia dwóch wizji kształtu unijnej kasy.

W związku z Brexitem w UE coraz głośniej mówi się o zmianie zasady, według której roczny budżet UE stanowi ok. 1 proc. łącznego dochodu narodowego brutto (DNB) państw członkowskich UE, czyli obecnie około 150 mld euro. Komisja budżetowa PE chciałaby, żeby było to około 30 proc. więcej (1,3 proc. DNB). KE wskazuje na kilkunastoprocentowy wzrost.

Źródła unijne, relacjonując rozmowy szefa Rady Europejskiej z liderami krajów UE przed szczytem, podkreślały, że większość stolic popiera zwiększenie wieloletnich ram finansowych. Są jednak kraje, które są zdecydowanie przeciw i są w tym sprzeciwie "zdeterminowane". "Nie spodziewamy się konsensusu w tej sprawie w piątek. Nie możemy zakończyć negocjacji, zanim one się zaczną" - podkreśliło źródło.

Szefowie państw i rządów mają ponadto dać zielone światło do zmniejszenia PE po Brexicie. Według urzędników unijnych zgodzą się na to, by z 73 miejsc w PE, które przysługują obecnie Wielkiej Brytanii, 27 zostało rozdzielonych pomiędzy 14 państw unijnych (dla Polski o jedno miejsce więcej), a pozostałe 46 utworzyło rezerwę na wypadek dołączenia do Unii kolejnych krajów.

W innej sprawie dotyczącej przyszłości tym razem Komisji Europejskiej, a dokładnie sposobu wyboru jej przewodniczącego, nie ma już takiego entuzjazmu. PE i sama KE chciałyby powtórki z procedury z 2014 roku, gdy główne unijne partie polityczne przedstawiały swoich wiodących kandydatów (spitzenkandidaten) na to stanowisko. Źródło unijne zwracało uwagę, że część szefów państw i rządów nie należy do żadnej partii europejskiej, a co za tym idzie ich kandydat nie miałby szans w takim procesie.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)