Słynni "Urusi" dopiero drugi raz w Polsce

slynniurusi.jpg

Urugwaj ma stałe miejsce w historii światowego futbolu. W 1930 roku tam odbył się inauguracyjny mundial. "Urusi" wygrali, a sukces powtórzyli 20 lat później. Mają też w dorobku dwa olimpijskie złota. W piątek w Warszawie dopiero po raz drugi zagrają w Polsce.

Pierwszy mecz międzypaństwowy Urugwajczycy rozegrali w 1901 roku, przegrywając w Montevideo z drużyną Argentyny 2:3. Pierwszy poważny sukces odnieśli 15 lat później, triumfując w mistrzostwach kontynentu. Reprezentacja kraju, który w przeciwieństwie do sąsiadów nie był wstrząsany wewnętrznymi konfliktami, w Copa America zwyciężyła łącznie 15-krotnie, ostatnio w 2011 roku.

W 1924 roku futbol zadebiutował na igrzyskach w Paryżu, a pierwsi złote medale odebrali Urugwajczycy, którzy w finale pokonali Szwajcarów 3:0. Cztery lata później w Amsterdamie po raz drugi zostali mistrzami olimpijskimi.

W 1928 roku Międzynarodowa Federacja Piłkarska (FIFA) zdecydowała o organizacji odrębnej imprezy, która wyłoni najlepszą jedenastkę globu. Rok później, w uznaniu sportowych zasług, powierzono Urugwajowi organizację historycznego turnieju. Miał się odbyć w 1930 roku, w stulecie odzyskania niepodległości przez ten kraj.

Decyzja FIFA nie od razu spotkała się z przychylnym przyjęciem. Europa pogrążona była w kryzysie ekonomicznym, a wysłanie reprezentacji w daleką zamorską podróż było kosztowne. Niektóre kluby nie godziły się na dwumiesięczną nieobecność najlepszych piłkarzy.

Organizacja pierwszego mundialu wyglądała inaczej niż dziś. Nie było eliminacji, a 13 uczestników do rywalizacji po prostu zaproszono. Z losowaniem rozgrywek trzeba było czekać do... przybycia zespołów do Urugwaju.

Dzięki osobistym wysiłkom szefa FIFA Francuza Julesa Rimeta do Ameryki Południowej wyruszyły na parowcu "Conte Verde" cztery zespoły z Europy: Belgia, Francja, Jugosławia i Rumunia. Wypłynęły z Villefranche-sur-Mer 21 czerwca 1930 r. W Rio de Janeiro statek zabrał na pokład Brazylijczyków i 4 lipca dopłynął do Montevideo.

Wśród uczestników zabrakło m.in. reprezentacji Anglii, kraju uchodzącego za ojczyznę futbolu. Mimo to mistrzostwa w Urugwaju powszechnie uznano za sukces.

Finał rozegrano na wybudowanym specjalnie na mistrzostwa 100-tysięcznym stadionie Centenario w Montevideo. Na boisko wyszły jedenastki Urugwaju i Argentyny. Gospodarze wygrali 4:2. Radość w kraju trwała kilka dni i nocy, a dzień po finale (31 lipca) został ogłoszony świętem państwowym.

Na legendarnym obiekcie "Celestes" (Błękitni - nazwa pochodzi od koloru strojów) podejmują rywali do dziś. Działa tam też Muzeum Futbolu, a uwagę zwiedzających przykuwa piłka z finału pierwszych MŚ. Wykonana z 36 kawałków brązowej skóry, ze spłowiałą białą sznurówką, znajduje się w gablocie wraz z fotografiami i wycinkami gazet sprzed 87 lat oraz dawnymi butami.

Po raz drugi Urugwaj po Puchar Świata sięgnął w 1950 roku, a sukces tym razem był niespodziewany. Organizatorem MŚ była wtedy Brazylia, a kalendarz turnieju ułożył się w ten sposób, że o tytule miał zdecydować ostatni mecz z udziałem "Canarinhos" i "Urusów". Miejscowym wystarczył remis, a rywale musieli wygrać.

Nocą przed finałem w Rio de Janeiro nikt nie spał. Tańczono do rana, a w gazetach pojawiły się tytuły "Brasilia campeon" (Brazylia mistrzem). Przed mogącą pomieścić 200 tys. ludzi Maracaną stały już nagrody dla zwycięzców - sportowe samochody.

Gdy sędzia dał sygnał do rozpoczęcia gry, wrzawa publiczności zagłuszyła wybuchy petard, huk rakietnic i wystrzały broni palnej.

Do przerwy było 0:0, a gdy na początku drugiej połowy Brazylia objęła prowadzenie, wydawało się, że dalsze bramki są tylko kwestia czasu. Gospodarze już czuli się triumfatorami, ale najpierw wyrównał reżyser gry i najlepszy strzelec imprezy Juan Schiaffino, a w 78. minucie Alcide Ghiggia strzelił drugą bramkę dla Urugwaju.

Organizatorzy zapomnieli nawet wręczyć zwycięzcom trofeum. Musiał ich w tym wyręczyć prezydent FIFA, który odszukał kapitana Urugwajczyków Obdulio Varelę i dopełnił ceremonii. Gdy w szatni przekazywał mu statuetkę Złotej Nike, widzowie na trybunach trwali w ciszy jak zahipnotyzowani. Dwóch kibiców zmarło na stadionie, dwaj inni popełnili samobójstwo. Szok i żałobna cisza zapanowały w całym kraju. Na ulicach Rio tańczyli i śpiewali tylko nieliczni Urugwajczycy.

W 1954 roku "Urusi" zajęli czwarte miejsce w świecie, a 12 lat później dotarli do ćwierćfinału. W 1970 roku w Meksyku znowu uplasowali się tuż za podium.

Ich bramki strzegł wtedy Ladislao Mazurkiewicz, którego ojciec pochodził z Warszawy, a matka była Hiszpanką. W drużynie narodowej Urugwaju rozegrał 37 spotkań i został wybrany najlepszym bramkarzem w historii tego kraju.

Kolejne udane występy urugwajskich piłkarzy na mundialu związane są z osobą trenera Oscara Washingtona Tabareza. Szkoleniowiec o wymownym przydomku "El Maestro" objął drużynę narodową po raz pierwszy w 1988 roku. W ciągu 12 miesięcy dotarł z nią do finału Copa America oraz awansował do MŚ we Włoszech, gdzie jednak odpadł w 1/8 finału po porażce z gospodarzami.

W Urugwaju, w składzie z m.in. Enzo Francescolim, Danielem Fonseką czy Rubenem Sosą, uznano ten wynik za niepowodzenie i Tabarez stracił pracę. Wrócił na stanowisko selekcjonera w 2006 roku i pracuje z drużyną narodową do dziś.

By zakwalifikować się do mundialu w RPA w 2010 roku Urugwaj potrzebował 20 meczów. Kwalifikację wywalczył po barażach z Kostaryką (2:1 i 1:1). Były nauczyciel z Montevideo przygotował na MŚ świetny zespół, którego grą zachwycali się kibice i eksperci. Przy świecącej pełnym blaskiem gwieździe Diego Forlana błyszczeć zaczęli Luis Suarez i Edinson Cavani, co zaowocowało czwartym miejsce w świecie.

Rok później "Celestes" w efektownym stylu wygrali w Argentynie Copa America, a ich 70-letni obecnie szkoleniowiec został uznany przez Międzynarodowe Stowarzyszenia Historyków i Statystyków Futbolu (IFHHS) najlepszym trenerem roku.

Historia powtórzyła się w eliminacjach do kolejnego mundialu. Urugwaj był ostatnią z 32 drużyn, które zapewniły sobie występ w Brazylii; nastąpiło to po barażowym dwumeczu (5:0 i 0:0) z Jordanią. W MŚ piłkarze Tabareza pokonali Anglię i Włochy, ale wyszli z grupy z drugiego miejsca za... Kostaryką. Odpadli w 1/8 finału po "derbowym" 0:2 z Kolumbią, ale jednym z bohaterów, a raczej antybohaterów turnieju został Luis Suarez.

Największa gwiazda zespołu w 79. minucie meczu z Italią (1:0) po starciu w polu karnym próbował ugryźć obrońcę rywali Giorgio Chielliniego. Był to już trzeci taki występek obecnego gracza Barcelony. Choć na boisku kary uniknął, bo incydent umknął uwadze arbitra, to został ukarany przez FIFA. Decyzja brzmiała jak wyrok - zawieszenie na dziewięć spotkań w reprezentacji oraz wykluczenie na cztery miesiące z jakiejkolwiek aktywności piłkarskiej.

W piątek w Warszawie Suareza zabraknie. Przerwę na towarzyskie mecze reprezentacji, która do przyszłorocznych MŚ zakwalifikowała się z drugiego - za Brazylią - miejsca w południowoamerykańskich eliminacjach, wykorzysta na leczenie kolana.

W Polsce gościł jednak przy okazji pierwszej w historii wizyty "Urusów". W listopadzie 2012 roku zachwycił kibiców w Gdańsku. Najpierw po jego zagraniu Kamil Glik posłał piłkę do własnej bramki, później wypracował gola Cavaniemu, a wreszcie w sytuacji sam na sam ustalił rezultat na 3:1 dla gości.

Była to trzecia w historii potyczka obu zespołów i pierwsza wygrana Urugwaju. Oba wcześniejsze spotkania odbyły się w Montevideo. W 1986 roku po dwóch trafieniach Krzysztofa Barana kadra prowadzona przez Antoniego Piechniczka zremisowała 2:2, a sześć lat później drużyna trenera Andrzeja Strejlaua wygrała 1:0 po golu Dariusza Gęsiora.

Paweł Puchalski (PAP)