Lekkoatletyczne HMŚ – złoty Kszczot na 800 m, Święty-Ersetic blisko podium

lekkoatletycznemsswiata.jpg

Był faworytem na papierze i udowodnił swoją siłę na bieżni. Adam Kszczot został w sobotę halowym mistrzem świata w biegu na 800 m. Blisko podium, bo na czwartym miejscu, zakończyła rywalizację na 400 m Justyna Święty-Ersetic.

„Teraz mam całkiem miłą kolekcję medali z tej imprezy” – śmiał się już wyraźnie rozluźniony Kszczot w pierwszych wywiadach po zejściu z bieżni. Krążek zadedykował urodzonemu we wrześniu synkowi Ignasiowi.

Srebrny medal przypadł w końcu temu, który faktycznie był drugi, czyli Amerykanina Drew Windle. Kilka minut po zakończeniu biegu IAAF poinformowało o dyskwalifikacji reprezentanta USA. Po tej decyzji Amerykanie złożyli kontrprotest, który został uznany.

Trenujący ze Zbigniewem Królem Kszczot wcześniej miał srebrny (2014) i brązowy medal (2010) tej imprezy. Jest też dwukrotnym wicemistrzem świata na stadionie. W sobotę 800 m pokonał w 1.47,47.

Z uśmiechem na ustach, ale pewnym niedosytem schodziła Święty-Ersetic. W finale 400 m uzyskała 51,85. To zaledwie 0,07 s wynik gorszy od jej własnego halowego rekordu Polski. Najszybsza była Amerykanka Courtney Około – 50,55.

„Medal był w moim zasięgu, ale wiedziałam, że wiele będzie zależało od tego, jak się wyścig potoczy. Pobiegłam w granicach rekordu życiowego i zrobiłam tyle, na ile miałam siły. Jestem zadowolona, jednak zabrakło +kropki nad i+. Po raz drugi jestem czwartą zawodniczką tej imprezy i należy się z tego cieszyć. Mam nadzieję, że w niedzielę wywalczę z koleżankami upragniony medal w sztafecie” - powiedziała.

To będzie czwarty występ Święty-Ersetic w Birmingham. Ma za sobą eliminacje, półfinał i finał 400 m. To wszystko w trzy dni.

„Jestem już na tyle doświadczoną zawodniczką, że wiem, jak sobie poradzić z regeneracją. Amerykanki są poza naszym zasięgiem, ale wiele może się wydarzyć i o kolejne miejsca trzeba walczyć. Na pewno to zrobimy” – zapewniła.

Wśród mężczyzn jako pierwszy na metę 400 m dotarł Hiszpan Oscar Husillos, a drugi był Luguelin Santos z Dominikany. Obaj zostali jednak zdyskwalifikowani i z tytułu mistrza świata cieszył się Czech Pavel Maslak – 45,47.

Do finału 60 m przez płotki nie dostała się Karolina Kołeczek, która przyjechała do Anglii na zaproszenie organizatorów.

„Zrobiłam co mogłam. Byłam w półfinale, jestem z tego powodu zadowolona. Wydawało mi się, że stać mnie na trochę szybsze bieganie, niestety, nie udało się. Wkradł się błąd na dobiegu, noga mi się ugięła i nie mogłam płynnie wejść w pierwszy płotek” – opisała po uzyskaniu 8,21.

Zawodniczka AZS UMCS Lublin od ponad roku trenuje i studiuje w Anglii, ale nie jest w stanie zbliżyć się do swoich rekordów życiowych.

„Nie żałuję tej decyzji. Poznałam wielu fajnych ludzi, studiuję, językowo radzę sobie coraz lepiej. Jest to przygoda życia. Nie widać tego po wynikach, ale mam nadzieję, że to przyjdzie. Jeszcze jestem młodą zawodniczką” – przyznała i dodała, że chodzą jej po głowie myśli, czy nie czas wydłużyć dystans na 400 m ppł, ale jeśli się tak stanie to dopiero w 2019 roku.

Debiut na 60 m ppł w takiej imprezie nie udał się Dawidowi Żebrowskiemu. 21-letni lekkoatleta MKS SMS Victorii Racibórz popełnił błąd już na pierwszym płotku i pod koniec całkowicie odpuścił.

„Podbiegłem pod pierwszy płotek, skosiłem go całkowicie i straciłem cały napęd. Potem to już była walka. Jestem niski, a jak takie błędy mi się zdarzają, to dla mnie koniec biegu. Pierwszy raz startowałem z czołówką światową, przyjechałem tu zbierać doświadczenie. Chcę wyciągnąć z tego wnioski i latem zaprezentować się lepiej” – podkreślił.

W niedzielnym półfinale pobiegnie za to Damian Czykier. Jego występ też nie był idealny, ale czas 7,75 wystarczył, by awansować.

„Było trochę walki, stłuczki, ugięła mi się noga, uderzyłem w płotek. Wiem, że w półfinale może być znacznie lepiej. Bieżnia jest bardzo fajna, atmosfera jest super, ale na pewno musimy po tym sezonie wyciągnąć wnioski, bo pójście mocniej w siłę nie dało oczekiwanego efektu, a wręcz przeciwnie – szybkościowo jest gorzej, a to był właśnie mój atut. Cel jest prosty – chcę zdobyć latem tytuł mistrza Europy w Berlinie” - zapowiedział.

Wściekły był Remigiusz Olszewski, który odpadł w półfinale 60 m.

„Falstart w moim biegu trochę wybił mnie z rytmu. W powtórce postawiło mnie przy drugim, trzecim kroku. Później już pozostało +żyłowanie+ o jak najlepszy wynik. Jestem bardzo niezadowolony, bo czuję, że mogłem pobiec ok. 6,60. Stać mnie było na finał, ale na tym dystansie nie ma miejsca na błędy” - ocenił.

Wszyscy liczyli na... rekord świata. Miał tego dokonać Christian Coleman. Amerykanin w tym sezonie pokonał 60 m w 6,34 i poprawił 20-letnie osiągnięcie rodaka Maurice’a Greene’a. W Birmingham został mistrzem świata, ale wynikiem 6,37. To i tak jest rekord imprezy.

W trójskoku najdalej wylądował Amerykanin Will Claye – 17,43. Na niesamowicie wysokim poziomie stał finał tyczkarek, który trwał ponad... trzy godziny. Zwyciężyła Amerykanka, miłośniczka węży Sandi Morris – 4,95 m. Trzykrotnie jeszcze atakowała rekord świata – 5,04, ale nieudanie.

W siedmioboju najwięcej punktów uzbierał Francuz Kevin Mayer – 6348. Miał ich zaledwie o pięć więcej od Kanadyjczyka Damiana Warnera – 6343.

Drugi złoty medal w Birmingham wywalczyła Etiopka Genzebe Dibaba. Po zwycięstwie na 3000 m, triumfowała także na 1500 m – 4.05,27. Druga była ulubienica gospodarzy Laura Muir – 4.06,23. W finale 60 m ppł rywalki zdeklasowała Amerykanka Kendra Harrison – 7,70.

W niedzielę zakończenie imprezy. Polska ekipa ma jak na razie jeden medal Adama Kszczota.

Z Birmingham – Marta Pietrewicz (PAP)