21 tys. osób będzie szukało kontaktów osób zakażonych koronawirusem

21tysosobbedzie.jpg

Brytyjski rząd zrekrutował ponad 21 tys. osób, które mają wyłapywać kontakty osób zakażonych koronawirusem, aby zapobiegać jego dalszemu rozprzestrzenianiu się - poinformował w poniedziałek minister zdrowia Matt Hancock.

Wychwytywanie kontaktów osób zakażonych ma być - obok testów na obecność koronawirusa - kluczem do zniesienia wprowadzonych restrykcji. Prowadzone ono będzie dwutorowo - przy pomocy zatrudnionych osób, które mają pytać się zakażonych o to, z kim się kontaktowali, a następnie informować te kontakty, że były narażone na kontakt z koronawirusem, a równolegle za pomocą specjalnej aplikacji na smartfony.

Na początku maja Hancock zapowiedział, że do połowy miesiąca rząd zamierza zatrudnić 18,5 tys. osób do śledzenia kontaktów. Ten cel osiągnięto z nawiązką, bo jak ogłosił w poniedziałek w Izbie Gmin, zrekrutowanych zostało już ponad 21 tys. takich osób, z czego około jedna trzecia to personel służby zdrowia. Na razie nie wiadomo jednak, kiedy mieliby oni zacząć pracę i jak dokładnie miałaby ona wyglądać, biorąc pod uwagę liczbę przypadków. (W taki sposób próbowano odnajdywać kontakty zakażonych, gdy na początku lutego wykryto w Wielkiej Brytanii pierwsze przypadki, ale wtedy były to pojedyncze osoby, a teraz dziesiątki tysięcy.)

Do wyłapywania kontaktów zakażonych ma służyć także aplikacja na smartfony, która od prawie dwóch tygodni testowana jest na wyspie Wight na południu Anglii. Stworzona przez NHS, publiczną służbę zdrowia, aplikacja wykorzystuje technologię bluetooth. Aplikacja rejestruje kontakty, gdy użytkownicy są w odległości dwóch metrów od siebie przez co najmniej 15 minut. Jeśli użytkownik będzie miał objawy koronawirusa, wyśle przez aplikację informację do NHS, a wtedy do osób, które miały z nim kontakt wysłany zostanie alert.

Ale jak podała w poniedziałek stacja BBC, efekty tych testów są na razie mieszane. Wprawdzie aplikację pobrano ok. 60 tys. razy, co jak na 140 tys. mieszkańców jest dobrym wynikiem, ale biorąc pod uwagę, że na wyspie były dotychczas tylko 173 przypadki koronawirusa, a większość mieszkańców przebywa głównie w domach, prawdopodobieństwo napotkania zakażonej osoby jest niewielkie, zatem trudno ocenić przydatność aplikacji. Wskazano też, że NHS rozsyła alerty, gdy użytkownik poinformuje o objawach koronawirusa, lecz gdy zostanie wykonany test na obecność, nie ma możliwości ponowienia lub odwołania alertu w zależności od wyniku testu.

Nawet jeśli te niedociągnięcia zostaną usunięte, to jak wskazują epidemiolodzy oraz brytyjski rząd, aby taka aplikacja była skuteczna, musiałoby ją zainstalować ok. 50-60 proc. użytkowników smartfonów w całym kraju.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Obraz fernando zhiminaicela z Pixabay