Dwoje ministrów podało się do dymisji w sprzeciwie wobec Brexitu

dwojeministrowpodalosie.jpg

Brytyjscy ministrowie - ds. Brexitu Dominic Raab oraz pracy i emerytur Esther McVey - podali się w czwartek do dymisji na znak sprzeciwu wobec proponowanej umowy wyjścia kraju z Unii Europejskiej, oceniając, że zagraża ona jedności Zjednoczonego Królestwa.

Obie rezygnacje trafiły na biurko premier Theresy May jeszcze przed zaplanowanym na przedpołudnie wystąpieniem w Izbie Gmin, na którym szefowa rządu chciała przekonać posłów do poparcia jej propozycji w sprawie Brexitu.

Ze stanowiska ustąpiła także bardzo wpływowa wśród zwolenników Brexitu wiceminister ds. Brexitu Suella Braverman oraz mało znany wiceminister ds. Irlandii Północnej Shailesh Vara.

585-stronicowa wersja robocza porozumienia w sprawie Brexitu wraz z 15-stronicową deklaracją polityczną, dotyczącą przyszłości relacji Wielkiej Brytanii z UE zostały zaprezentowane w środę wieczorem po nadzwyczajnym, pięciogodzinnym posiedzeniu rządu.

Raab, który był głównym negocjatorem z ramienia brytyjskiego gabinetu, napisał w liście rezygnacyjnym, że "po wczorajszym posiedzeniu rządu musi zrezygnować (ze stanowiska)". Jak tłumaczył, na jego decyzję złożyła się ocena proponowanego reżimu regulacyjnego, obejmującego Irlandię Północną, który jego zdaniem "stanowi bardzo realne zagrożenie dla integralności Zjednoczonego Królestwa", a także zapisanie "bezterminowego mechanizmu awaryjnego, w którym UE ma prawo weta".

Ten bezpiecznik (ang. backstop) jest hipotetycznym rozwiązaniem, które miałoby być użyte na koniec okresu przejściowego po Brexicie, tj. od stycznia 2021 roku, aby uniknąć powrotu twardej granicy między Irlandią Północną a Irlandią, jeśli do tego czasu nie zostanie wypracowane kompleksowe porozumienie handlowe, które osiągnęłoby ten sam cel.

Raab ocenił jednak, że "warunki mechanizmu awaryjnego sprowadzają się do hybrydy między obowiązkami unii celnej UE i wspólnego rynku". Według niego "żaden demokratyczny kraj nigdy nie zgodził się na tak rozbudowany reżim prawny, który byłby narzucony zewnętrznie bez żadnej kontroli demokratycznej nad stosowanymi przepisami, ani bez prawa do decydowania o jego opuszczeniu".

"To rozwiązanie jest teraz traktowane jako punkt wyjścia w negocjacjach dotyczących przyszłego partnerstwa gospodarczego. Jeśli to zaakceptujemy, to stanowczo zaszkodzi to pozycji Wielkiej Brytanii w drugiej fazie negocjacji" - stwierdził.

Jednocześnie Raab zaznaczył, że "przede wszystkim nie jest w stanie pogodzić warunków proponowanej umowy z obietnicą, którą złożyliśmy w programie wyborczym w ostatnich wyborach parlamentarnych". "To jest w gruncie rzeczy kwestia zaufania opinii publicznej" - podkreślił.

Mimo krytyki przedstawionego w środę porozumienia polityk podkreślił w liście do May, że "rozumie, dlaczego zdecydowała się na realizację tego porozumienia z UE na proponowanych warunkach i szanuje różne poglądy wyrażane w dobrej wierze przez wszystkich kolegów i koleżanki".

"Rozważyłem bardzo ostrożnie alternatywne decyzje, które rząd mógł podjąć i w sprawie których uprzednio doradzałem. Koniec końców, zasługuje Pani na ministra ds. Brexitu, który może z przekonaniem nakłaniać do porozumienia, które chce Pani osiągnąć. Jest mi tylko przykro, że ja w zgodzie ze sobą nie mogę" - napisał Raab. Zapewnił o swoim "niezmiennym szacunku" dla May i "hartu ducha, jaki okazała w trudnych czasach".

Raab jest drugim ministrem ds. wyjścia z UE, który zrezygnował z tego stanowiska. W lipcu br. rezygnację złożył David Davis, który był brytyjskim negocjatorem od momentu powstania ministerstwa ds. Brexitu w lipcu 2016 roku.

Z kolei McVey, która była na stanowisku od stycznia br., oceniła, że "propozycja przedstawiona wczoraj rządowi nie respektuje wyniku referendum" w sprawie Brexitu ani "nie zdaje testów, które nakreśliła Pani na początku swojego urzędowania".

Jak podkreśliła, treść umowy wskazuje, że Wielka Brytania "nie odzyska kontroli, ale przekaże ją UE, a nawet państwom trzecim w formie arbitrażu".

Polityk ostrzegła również, że dokument w obecnym brzmieniu "zagraża integralności Zjednoczonego Królestwa, czego jako unionistka nie jestem w stanie zaakceptować".

"Brytyjczycy zawsze wyprzedzali polityków w tej kwestii (Brexitu - PAP), więc nie da się udawać przed nimi, że to porozumienie respektuje wynik referendum, skoro dla każdego jest oczywiste, że tak nie jest. (...) Nie mogę tego bronić i nie mogę zagłosować za taką umową. Nie mogłabym spojrzeć w oczy moim wyborcom, gdybym to zrobiła, nie ma więc alternatywy wobec mojego odejścia z rządu" - napisała.

Kryzys polityczny wokół rezygnacji Raaba i McVey nasila kłopoty May, której rząd nie dysponuje większością głosów w Izbie Gmin. Wspierająca ją dotychczas w kluczowych głosowaniach Demokratyczna Partia Unionistyczna (DUP) zapowiedziała, że będzie głosować przeciw proponowanemu porozumieniu w sprawie Brexitu.

Sprzeciw zasygnalizowała także grupa nawet 60 eurosceptyków w Partii Konserwatywnej, co oznacza, że szefowa rządu byłaby zmuszona liczyć na głosy opozycji.

Jeśli umowa w sprawie Brexitu w proponowanym kształcie nie uzyska większości głosów w parlamencie, Wielka Brytania mogłaby opuścić UE bez żadnego porozumienia oraz dalszych relacji handlowych. Eksperci ostrzegali od miesięcy, że taki scenariusz miałby bardzo poważne, negatywne konsekwencje dla gospodarki całej Europy.

Wielka Brytania powinna opuścić UE 29 marca 2019 roku.

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)