May apeluje do posłów o poparcie jej wizji Brexitu

mayapelujedoposlow.jpg

Brytyjska premier Theresa May rozpoczęła we wtorek wieczorem zaplanowaną na pięć dni debatę parlamentarną, dotyczącą wyjścia kraju z Unii Europejskiej. Zaapelowała do posłów o "zrealizowanie Brexitu, który oznacza poszanowanie woli Brytyjczyków".

Występując w Izbie Gmin, szefowa rządu podkreśliła, że realizowanie "wyniku referendum z 2016 roku jest obowiązkiem parlamentu" i ostrzegła, że "drugie referendum pogłębiłoby podziały" w społeczeństwie.

May zaznaczyła, że ma świadomość głosów, które domagają się bliższych stosunków z Unią Europejską niż zakładane w jej propozycji lub nawet ponownego głosowania w tej sprawie, "ale brutalna prawda jest taka, że w ten sposób nie zjednoczymy naszego kraju".

"Apeluję do nich, aby zastanowili się, jak poczułoby się 52 proc. wyborców (którzy zagłosowali za wyjściem ze Wspólnoty - PAP), gdyby ich decyzja została zignorowana i jakie miałoby to konsekwencje dla naszej polityki" - powiedziała. "Jeśli zdradzimy złożoną im obietnicę, jak moglibyśmy ich prosić, żeby nam ponownie zaufali?" - dodała.

Jednocześnie zastrzegła, że brytyjski rząd "musi uszanować poglądy 48 proc., jeśli chodzi o ochronę stosumków handlowych z UE". "Ten spór trwa już zbyt długo i jest szkodliwy dla naszej polityki. Musimy zrozumieć, że życie opiera się na kompromisach" - dodała.

Szefowa rządu oskarżyła opozycyjną Partię Pracy o próbę doprowadzenia do przedterminowych wyborów parlamentarnych i stawianie interesu partii nad zobowiązaniem wobec wyborców.

Ostrzegła także swoich eurosceptycznych krytyków w ramach Partii Konserwatywnej, że odrzucenie jej propozycji w nadziei na zrealizowanie radykalniejszego modelu wyjścia z UE może - wbrew ich intencjom - doprowadzić do tego, że do Brexitu nie dojdzie wcale.

"Nie powinniśmy dopuścić do tego, aby pogoń za idealnym Brexitem powstrzymała nas przed (wdrożeniem) Brexitu, który realizuje oczekiwania Brytyjczyków" - powiedziała May.

Odpowiadając na jej wystąpienie, lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn ocenił, że proponowana przez szefową rządu umowa ws. wyjścia z UE byłaby "szkodliwa" dla kraju" i sprawiłaby, że Wielka Brytania byłaby biedniejsza". Jak podkreślił, jego partia jest gotowa wynegocjować lepsze porozumienie.

Posłowie będą mieli pięć dni po osiem godzin na dyskusję na ten temat, co ma pozwolić wszystkim zainteresowanym na przedstawienie opinii. W środę dyskusja skupi się na polityce bezpieczeństwa, a głos zabiorą m.in. ministrowie spraw wewnętrznych i zagranicznych.

W czwartek deputowani będą analizować wpływ Brexitu na gospodarkę. Wysłuchają m.in. ministrów finansów i handlu międzynarodowego, a po weekendzie - w poniedziałek - zajmą się przyszłością unii między Anglią, Walią, Szkocją i Irlandią Północną.

Głosowanie zaplanowane jest na wtorkowy wieczór. W obliczu zapowiadanego sprzeciwu wspierającej rząd północnoirlandzkiej Demokratycznej Partii Unionistów i nawet do stu eurosceptycznych posłów Partii Konserwatywnej, eksperci spodziewają się znaczącej porażki rządu.

To pogłębiłoby trwający kryzys polityczny i utrudniło sfinalizowanie negocjacji z UE. Porażka porozumienia może także zagrozić pozycji premier May, która mogłaby jednak poddać umowę pod ponowne głosowanie, licząc na to, że część posłów wyłamie się w obawie przed bezumownym opuszczeniem Wspólnoty.

Sygnalizując jednak skalę wyzwania stojącego przed mniejszościowym rządem May, tuż przed rozpoczęciem debaty Izba Gmin przyjęła - zgłoszoną wbrew szefowej rządu - poprawkę autorstwa posła Partii Konserwatywnej Dominica Grieve'a, która doprowadziłaby do zwiększenia roli parlamentu w procesie wyjścia z UE w razie porażki propozycji umowy wyjścia ze Wspólnoty.

Zgodnie z zapisem posłowie mieliby w takiej sytuacji prawo do zlecenia rządowi podjęcia próby wynegocjowania konkretnego typu relacji z UE. Taka decyzja nie byłaby prawnie wiążąca dla premier, ale politycznie trudna do zignorowania. Część eurosceptycznych posłów ostrzegała przed głosowaniem, że to może doprowadzić do zablokowania bezumownej możliwości wyjścia z UE (tzw. no deal scenario), która ma poparcie niektórych zwolenników Brexitu.

Za propozycją zagłosowało 321 posłów (w tym 26 z Partii Konserwatywnej, m.in. byli ministrowie z rządu May: Damien Green i Michael Fallon), a przeciwnych było 299.

"Coraz więcej deputowanych uznaje, że proponowane przez rząd porozumienie nie jest tym, co nam obiecano dwa lata temu, i jest dużo gorszą umową niż ta, którą mamy obecnie w ramach UE" - ocenił Grieve, który jest zwolennikiem organizacji drugiego referendum.

Takie rozwiązanie nie może jednak także liczyć na poparcie polityczne, a z sondaży nie wynika jednoznacznie, czy wyborcy zagłosowaliby inaczej niż w 2016 roku.

Wcześniej we wtorek Izba Gmin uznała, że ministrowie odpowiedzialni za przygotowanie analizy prawnej dotyczącej wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej dopuścili się obrazy parlamentu, odmawiając, wbrew decyzji posłów, upublicznienia dokumentu.

To pierwszy taki przypadek w historii brytyjskiego parlamentaryzmu, aby za winnych takiego przewinienia uznać urzędujących członków rządu.

Wielka Brytania powinna opuścić Unię Europejską 29 marca 2019 roku.

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)