Anders: Polacy za UE, ale nie chcą, żeby im mówić, co robić

anderspolacyzaue.jpg

Minister ds. dialogu międzynarodowego Anna Maria Anders tłumaczyła w poniedziałek w Londynie, że Polacy popierają dalsze członkostwo w Unii Europejskiej, ale oceniła, że sprzeciwiają się "mówieniu im, co mają robić" i podwójnym standardom w ramach Wspólnoty.

Anders wzięła udział w konferencji "Europa na rozdrożu: wartość narodu", która została zorganizowana m.in. przez konserwatywny think-tank Bow Group, węgierski Danube Institute oraz Polską Fundację Narodową w formie dyskusji wokół książki izraelskiego filozofa Yorama Hazony'ego na niespełna dwa tygodnie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.

W swoim przemówieniu Hazony przekonywał, że Europa przygląda się planowanemu wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jako "wielkiemu eksperymentowi, który pokaże, czy naród może opuścić (Wspólnotę) czy też okaże się, że Unia Europejska jest jak hotel California (z popularnej piosenki z lat 70. - PAP), gdzie można się zameldować, ale nigdy nie da się z niego wyprowadzić".

Jak argumentował, w ciągu "ostatniego pokolenia lub dwóch trwa rywalizacja między dwoma głównymi punktami widzenia: jednym, które nazwałbym podejściem narodowym, zakładającym, że świat działa najlepiej wtedy, kiedy narody są wolne i mogą (samodzielnie) wyznaczać swój kurs (...) oraz kontrastującym z nim imperialnym porządkiem politycznym, (...) który opiera się o przekonanie, że świat działa najlepiej na mocy jednego, uniwersalnego zestawu reguł i zasad, które mogą być narzucane jak największej liczbie państw".

Broniąc państwa narodowego jako - w jego ocenie - najskuteczniejszej formy rządów, autor przekonywał, że zezwolenie na pełną wolność w ramach każdego kraju pozwala na zdrową rywalizację między państwami, a także rozwój tożsamości. Jednocześnie postawił to w kontraście do integracji europejskiej - ucieleśnianej przez Unię Europejską - lub ekspansywnej polityki Stanów Zjednoczonych na przykład wobec Afganistanu, które uznał za "imperialne".

"Poddanie demokratycznego narodu pod uniwersalny zarząd tego typu, jakim jest Unia Europejska, jest oddaniem wolności tego kraju" - ocenił, kpiąc, że wówczas kraje "nie muszą tworzyć własnego prawa, bo eksperci w Brukseli i Berlinie może nawet odbiorą od was telefon, ale napiszą (za was) prawo służące pokojowi i dobrobytowi całego kontynentu, abyście nie musieli poddawać się tym prymitywnym żądzom podejmowania decyzji za samych siebie".

W późniejszej dyskusji panelowej minister Anders przekonywała, że polski rząd "nie chce wychodzić z Unii Europejskiej i chce, żeby (UE) odniosła sukces", ale podkreśliła, że Polacy chcą "być w stanie pisać własne prawo, bez mówienia im przez cały czas, co mają robić".

"Mieliśmy z tym problem na różnych poziomach: wielki problem z migracją, z systemem sprawiedliwości" - wyliczała.

Odnosząc się do wyborów do Parlamentu Europejskiego, polityk podkreśliła, że w kampanii wyborczej pojawiły się m.in. "ataki na kościół katolicki z powodu doniesień o pedofilii, ataki na nas, że chcemy wyjść z Unii Europejskiej i ataki, że nie przestrzegamy konstytucji". "Czuję jednocześnie, że opozycja nie przedstawia żadnych konkretnych planów, w którą stronę oni by poszli" - komentowała.

Minister oceniła, że wynik wyborów w Polsce wciąż pozostaje otwarty i może doprowadzić do "ciekawej sytuacji, bo wśród naszych głównych kandydatów (...) są ministrowie w obecnym rządzie, więc jeśli wszyscy się dostaną (do Parlamentu Europejskiego), to pozostaje pytanie o to, kto będzie kandydował w wyborach parlamentarnych".

Omawiając sposób działania Unii Europejskiej, Anders zaznaczyła, że w jej ocenie "te same zasady nie są stosowane wobec wszystkich", za przykłady dając, że "Niemcy mogli wpuścić wszystkich migrantów bez konsultowania się z sąsiadami", a także niemiecko-rosyjską współpracę nad projektem gazociągu Nord Stream 2, który "stwarza zagrożenie dla Polski i Ukrainy dzieląc Europę na pół" oraz niespełnianie przez Niemcy obowiązku przeznaczenia 2 proc. PKB na wydatki na obronność w ramach NATO.

"Jesteśmy okładani w parlamencie (oskarżeniami) o antysemityzm - mam tego dość - a potem widzi się, co się dzieje we Francji i nikt nie oskarża, nie mówi o antysemityzmie" - dodała.

W dalszej części swojej wypowiedzi, dyskutując na temat odpowiedzialności Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii za ukrywanie w przeszłości prawdy o Katyniu, Anders zwróciła uwagę, że jest dla niej "zupełnie niezrozumiałe - jako dla kogoś, kto nie dorastał w komunistycznej Polsce - że tacy ludzie, nie powiedziałabym komuniści, ale prawie komuniści, kandydują teraz (w Polsce) w europejskich wyborach".

"To ludzie, którzy obrócili się przeciwko własnym ludziom, Polacy przeciwko Polakom" - powiedziała.

W trakcie konferencji wystąpił także urodzony w Polsce brytyjski poseł Partii Konserwatywnej Daniel Kawczyński, który ostrzegał Polskę i Węgry przed federalizacyjnymi planami Unii Europejskiej i wiarą w to, że "możemy dalej negocjować, pracować z nimi (UE), próbować powstrzymać ich przed nadmiernymi działaniami i wtrącaniem się w nasze kraje". "To bez sensu, tak się nie stanie, my już próbowaliśmy" - podkreślił.

"Oni (UE) są na prostej drodze do stworzenia ponadnarodowego kraju z jedną flagą, armią, polityką zagraniczną, parlamentem i całą resztą. Im szybciej te pozostające (w UE) kraje zdadzą sobie sprawę z tego, że są na szybkiej drodze do całkowitego stracenia suwerenności, tym szybciej zaczną dyskusje na ten temat" - przekonywał.

Jednocześnie dodał, że "po tym, jak wyjdziemy z Unii Europejskiej, będziemy kwitnąć poza Wspólnotą, nasza gospodarka będzie rozwijała się szybciej niż strefa euro i ludzie w Europie zobaczą, jak wygląda życie po opuszczeniu (UE); (...) mam nadzieję, że przekonamy inne kraje do tego, żeby do nas dołączyły".

Polityk podkreślał, że w jego ocenie w relacjach z Polską najważniejsze są więzy handlowe i w ramach polityki obronnej przez członkostwo NATO, które nie wymagają unii politycznej i walutowej, którą oferuje Unia Europejska.

"To (paneuropejskie) państwo +narodowe+, które tworzą ci ludzie (zwolennicy ponadnarodowej integracji UE), jest jednym z najbardziej niebezpiecznych, nieprzejrzystych, niedemokratycznych, jakie sobie można wyobrazić i to będzie bardzo niebezpieczny podmiot" - ocenił.

Wśród innych uczestników konserwatywnej konferencji był m.in. wybitny brytyjski filozof i pisarz Roger Scruton, który wygłosił wykład o roli i znaczeniu konserwatyzmu w społeczeństwie, w tym na uniwersytetach, a także węgierski minister w kancelarii premiera Balazs Orban i wpływowy europoseł Partii Konserwatywnej Daniel Hannan. Prestiżowe konserwatywne instytucje reprezentowali: były doradca brytyjskiej premier Margaret Thatcher, Nile Gardiner z amerykańskiej Heritage Foundation, Melvin L.Schut z Amstel Institute, Phillip Blonde z ResPublica, John Fonte z Hudson Institute, John O'Sullivan z Danube Institute oraz Marion Smith, dyrektor Fundacji Pamięci Ofiar Komunizmu z Waszyngtonu.

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)