Rząd wycofuje projekt ustawy w sprawie brexitu

rzadwycofujeprojekt.jpg

Pomimo wcześniejszych deklaracji premier Theresy May, rządowy projekt ustawy o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE nie znalazł się w porządku obrad Izby Gmin na pierwszy tydzień czerwca. To konsekwencja ostrego sprzeciwu posłów przeciwko przedstawionemu tekstowi.

Decyzja o wycofaniu się w ostatniej chwili z tych planów legislacyjnych podkreśla słabą pozycję polityczną May, która stoi na czele mniejszościowego rządu oraz głęboko podzielonej Partii Konserwatywnej i nie może w parlamencie uzyskać poparcia dla swojego porozumienia w sprawie opuszczenia Wspólnoty.

Od tygodni wielu czołowych polityków torysów wzywa premier do ustąpienia ze stanowiska i przekazania władzy nowemu, eurosceptycznemu liderowi, który mógłby spróbować nowego otwarcia w negocjacjach z Unią Europejską. Wśród głównych faworytów są wymieniani m.in. były minister spraw zagranicznych Boris Johnson, były minister ds. brexitu Dominic Raab i obecny szef dyplomacji Jeremy Hunt.

W środę część posłów - w tym wpływowy szef komisji spraw zagranicznych Tom Tugendhat - nawoływało do natychmiastowej rezygnacji May, wskazując na "nieakceptowalne" ustępstwa w nowym projekcie ustawy o brexicie oraz pilną konieczność odświeżenia wizerunku partii.

Po środowych rozmowach pomiędzy komitetem wykonawczym wpływowej komisji 1922 (odpowiednika klubu parlamentarnego) oraz szefa dyscypliny partyjnej ustalono, że kolejne spotkanie na temat przyszłości politycznej May oraz ewentualnej próby usunięcia jej ze stanowiska przez wotum nieufności ze strony własnych posłów odbędzie się w piątek.

Ta kolejność wydarzeń podkreśla niebezpieczną sytuację, w której premier znalazła się w niespełna trzy lata po referendum w sprawie wyjścia kraju z Unii Europejskiej.

Według sondaży przed odbywającymi się w czwartek w Wielkiej Brytanii wyborami do Parlamentu Europejskiego Partia Konserwatywna może liczyć na ledwie 8-12 proc. poparcia, co dawałoby jej odległe, czwarte lub piąte miejsce.

Jeszcze we wtorek May przedstawiła założenia nowego projektu wraz z 10 ustępstwami, które miały za zadanie przekonać krytycznych wobec jej propozycji posłów rządzącej Partii Konserwatywnej i opozycyjnej Partii Pracy. Szefowa rządu liczyła na to, że po trzykrotnym odrzuceniu poprzednich wersji porozumienia, deputowani tym razem wyrażą zgodę na jego ratyfikację, umożliwiając uporządkowane wyjście z UE.

Przedstawiony przez May model, który w założeniu miał zadowolić rywalizujące frakcje w obu największych ugrupowaniach, spotkał się jednak z bardzo krytyczną reakcją ze strony deputowanych.

W ciągu pierwszych dwóch godzin ponad 20 posłów, którzy w ostatnich głosowaniach poparli jej propozycję, wyraziło sprzeciw wobec nowej ustawy, a głosowanie przeciw zapowiedziały także opozycyjne ugrupowania, w tym Partia Pracy, Szkocka Partia Narodowa i Liberalni Demokraci. W efekcie parlamentarna arytmetyka sugerowała, że przyjęcie propozycji jest praktycznie niemożliwe.

W środę wieczorem w proteście przeciw nowym zapisom w przedstawionym projekcie ze stanowiska zrezygnowała także wpływowa szefowa klubu parlamentarnego Partii Konserwatywnej (liderka Izby Gmin) Andrea Leadsom, która oświadczyła, że "nie wierzy dłużej w to, że nasze podejście prowadzi do zrealizowania wyniku referendum".

Jak wyjaśniła Leadsom, podejmując decyzję pamiętała o czwartkowych wyborach do Parlamentu Europejskiego, ale zdecydowała, że nie może spełnić obowiązku lidera w Izbie Gmin - odpowiedzialnego za procedowanie rządowego programu legislacyjnego w parlamencie - i złożyć projekt ustawy w sprawie brexitu, z którym "fundamentalnie" się nie zgadza.

Czwartkowa deklaracja, że propozycja nie znajdzie się w porządku obrad w pierwszym tygodniu czerwca - kiedy do Wielkiej Brytanii przyjeżdża amerykański prezydent Donald Trump - może oznaczać jej dalsze odłożenie w czasie lub nawet całkowite porzucenie.

Zdaniem komentatorów, ten ruch jest także znakiem tego, że urzędowanie May na stanowisku premiera Wielkiej Brytanii nieuchronnie zbliża się ku końcowi.

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)