Johnson łagodzi stanowisko ws. bezumownego brexitu

johnsonlagodzistanowisko.jpg

Będący faworytem do objęcia stanowiska premiera Wielkiej Brytanii Boris Johnson przyznał w poniedziałek, że nie będzie w stanie uniknąć powrotu twardej granicy z Irlandią ani ceł w wymianie handlowej w razie opuszczenia przez Zjednoczone Królewstwo Unii Europejskiej bez porozumienia.

W ekskluzywnym wywiadzie dla telewizji BBC były minister spraw zagranicznych złagodził tym samym wcześniejsze wypowiedzi w tej sprawie, podkreślając, że "to zależy nie tylko od nas". Dodał także, że "ani przez chwilę nie wierzy", że może dojść do bezumownego wyjścia z UE.

Jak tłumaczył, jeśli obejmie stanowisko szefa rządu to "zadba o to, aby mieć plan, który przekona naszych europejskich przyjaciół, że podchodzimy absolutnie poważnie do opuszczenia (Wspólnoty) i kluczem do tego jest pozostawienie nadających się do wykorzystania elementów porozumienia, które już jest martwe i zrealizowania tego".

Polityk zaznaczył, że w celu wykonania postępu w negocjacjach i zrealizowania swojej obietnicy doprowadzenia do brexitu w terminie 31 października br. byłby skłonny m.in. do zachowania "kreatywnej niejasności" wokół tego, "kiedy i jak" Wielka Brytania zapłaciłaby wyceniane na 39 miliardów funtów pozostałości z rozliczeń finansowych ze Wspólnotą.

"Nie zapominajmy, że oni też mają (obecnie) europosłów Partii Brexitu, których niespecjalnie chcą (utrzymywać). Chcą, żebyśmy wyszli i mają zachętę w postaci pieniędzy. (...) Myślę, że polityka się znacząco zmieniła od 29 marca (...) i po obu stronach kanału jest zupełnie inne zrozumienie (niż wcześniej) tego, co jest konieczne" - ocenił.

Jednocześnie były szef dyplomacji zaznaczył także, że "w realnym świecie brytyjski rząd nie narzuci żadnej kontroli lub twardej granicy w Irlandii Północnej i (...) nie będzie chciał nałożyć ceł na dobra importowane do Wielkiej Brytanii", sugerując, że odpowiedzialność za to spoczywałaby po stronie UE.

W bardziej osobistym fragmencie wywiadu Johnson odmówił także po raz kolejny odniesienia się do ujawnionych w piątek rewelacji, dotyczących nocnej kłótni, do której doszło pomiędzy nim a jego 24 lata młodszą partnerką, Carrie Symonds, w wyniku czego zaniepokojeni sąsiedzi wezwali nawet patrol policji.

"W momencie, w którym zaczynasz mówić (publicznie) o swojej rodzinie czy ukochanych osobach, to wciągasz ich w debatę i to jest zwyczajnie niesprawiedliwe wobec nich" - tłumaczył.

"Myślę, że zasadniczo to, o czym ludzie chcą wiedzieć, to jest: o co chodzi z tym facetem? Czy on - jeśli chodzi o zaufanie i charakter, realizuje to wszystko, co zapowiada? To jest kluczowe" - dodał.

Polityk był także pytany o częste kontrowersje, dotyczące jego wypowiedzi publicznych i był pytany m.in. o jego porównanie okrytych chustami muzułmanek do "przestępców napadających na bank".

"To co obiecuję (...) to fakt, że będę politykiem, który zawsze broni tego, w co wierzy. Tak, co jakiś czas mogę powiedzieć rzeczy, które kogoś urażą i przepraszam za to, ale będę mówił to, co myślę, bo uważam, że ludzie mają prawo słyszeć to, co chodzi mi po głowie" - powiedział.

Rywalem Johnsona w walce o zastąpienie ustępującej premier Theresy May jest obecny minister spraw zagranicznych Jeremy Hunt, ale wszystkie sondaże wskazują na to, że to Johnson jest zdecydowanym faworytem do zwycięstwa.

Nowego premiera Wielkiej Brytanii i lidera Partii Konserwatywnej wybierze korespondencyjnie około 160 tys. członków ugrupowania, którzy powinni otrzymać karty do głosowania w pierwszym tygodniu lipca. Czas na oddawanie głosów upływa późnym popołudniem 22 lipca, a wyniki powinny zostać ogłoszone następnego dnia.

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)

 

twitter / BorisJohnson